List pasterski Episkopatu Polski przed beatyfikacją Sługi Bożego Księdza Jerzego Popiełuszki
Niech przemawia do nas świadectwo Księdza Jerzego
Siostry i Bracia! Umiłowani w Chrystusie Panu!
W najbliższą niedzielę, 6 czerwca, wysłannik Ojca Świętego, Abp Angelo Amato, Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, dokona w Warszawie beatyfikacji Księdza Jerzego Popiełuszki. Kościół zaliczy go do grona błogosławionych męczenników za wiarę. Można powiedzieć, że w pełni zrealizował on w swoim życiu czytane przed chwilą słowa św. Pawła: „Ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego”.
Nadzieja, którą Ksiądz Jerzy pokładał w Bogu, zaowocowała miłością heroiczną. Chociaż jego posługiwanie kapłańskie przypadło na czas wielkiego ucisku, pozostał on wierny swemu powołaniu i wytrwale służył Bogu i człowiekowi. Pośród prześladowań wskazywał, jak kochać i sam żył miłością na co dzień, a zło uczył dobrem zwyciężać. Zginął śmiercią męczeńską 19 października 1984 r. Przeżył zaledwie 37 lat i tylko 12 lat pełnił kapłańską służbę. W dziesiątą rocznicę jego śmierci Jan Paweł II pisał: „Ten kapłan-męczennik pozostanie na zawsze w pamięci naszego narodu jako nieustraszony obrońca prawdy, sprawiedliwości, wolności i godności człowieka”.
Zawsze blisko Boga
Dzięki wyniesionej z domu rodzinnego głębokiej wierze oraz chrześcijańskiemu wychowaniu, zażyłość z Bogiem była od najmłodszych lat dla księdza Jerzego najważniejsza. Przywiązanie do prawdy i wolności stało się dla niego elementarną postawą życiową. Urodził się w liturgiczne święto Podwyższenia Krzyża, 14 września 1947 r., na Białostocczyźnie, we wsi Okopy, oddalonej o kilka kilometrów od kościoła parafialnego i szkoły w Suchowoli. Od najmłodszych lat Eucharystia stanowiła w naturalny sposób centrum jego życia. By codziennie służyć do Mszy Świętej, wychodził z domu do szkoły godzinę wcześniej niż inne dzieci. Nie uważał tego za poświęcenie, lecz traktował jako łaskę.
Po maturze wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie. Po pierwszym roku studiów został wcielony do specjalnej jednostki wojskowej, której jednym z głównych celów było łamanie powołań kapłańskich. Gdy tylko udało mu się wyjść na przepustkę, pierwsze kroki kierował do kościoła, by uczestniczyć we Mszy Świętej i przystąpić do Komunii. Mimo wielu uciążliwych represji ze strony dowódców – dbał o wspólną modlitwę. Był przekonany, że to najlepsza obrona przed zniewoleniem i lękiem. Pisał wtedy do ojca duchownego: „Okazałem się bardzo twardy, nie można mnie złamać groźbą ani torturami. Może to dobrze, że akurat jestem ja, bo może ktoś inny by się załamał.”
Przyjaciel człowieka
Po odbyciu służby wojskowej wrócił do seminarium i po dokończeniu studiów teologicznych, dnia 28 maja 1972 r., przyjął święcenia kapłańskie z rąk Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Miał świadomość, że posługa kapłańska jest przedłużeniem zbawczej misji Jezusa Chrystusa. Starał się być zawsze tam, „gdzie są ludzie najbardziej potrzebujący, krzywdzeni, poniewierani w swojej ludzkiej godności.” Wyczuwał, gdzie szukać takich ludzi. Powierzone sobie zadania wykonywał z wielkim zaangażowaniem. Kiedy, z powodu słabego zdrowia, został zwolniony z regularnej pracy parafialnej, poproszono go, by został duszpasterzem średniego personelu medycznego. Szybko zrozumiał, że to nie wystarczy i swoją posługą objął całą służbę zdrowia – lekarzy, pielęgniarki i studentów medycyny.
Gdy w sierpniu 1980 r. został posłany przez Kardynała Wyszyńskiego, by odprawić Mszę Świętą dla strajkujących hutników, także za nich poczuł się odpowiedzialny. Zaczął organizować spotkania kształtujące ich świadomość religijną i społeczną. Zapraszał do współpracy osoby z różnych środowisk. Uczył poszanowania godności człowieka i szacunku do pracy. W jednym z kazań mówił: „Praca ma służyć człowiekowi, ma człowieka uszlachetniać. Stąd człowiek nie może być niewolnikiem pracy i w człowieku nie wolno widzieć tylko wartości ekonomicznych. W życiu osobistym, społecznym, zawodowym, nie można budować tylko na materializmie. Materializm nie może brać góry nad duchową stroną człowieka.”
Po wprowadzeniu stanu wojennego, Ksiądz Jerzy zaczął odprawiać w kościele pw. św. Stanisława Kostki w Warszawie Msze za Ojczyznę. Gromadziły one wielotysięczne tłumy. Jego głos docierał do licznych zakątków kraju. W spokojnych i rzeczowych kazaniach bronił godności człowieka i godności narodu, a przede wszystkim wzywał do dawania chrześcijańskiego świadectwa w trudnej i bolesnej rzeczywistości.
Ksiądz Jerzy dla wszystkich był bratem. W duszpasterskiej posłudze starał się być blisko ludzi. Urzekał prostotą i ciepłem zarówno wtedy, gdy sprawował sakramenty święte, jak również wtedy, gdy chodził na procesy polityczne aresztowanych, organizował opiekę nad ich rodzinami, pomagał pokonywać strach. Budził ogromne zaufanie. Otaczała go coraz większa rzesza ludzi. Byli wśród nich twórcy kultury oraz ludzie nauki, lekarze i pielęgniarki, robotnicy i studenci. Wielu z tych, którzy przychodzili do kościoła św. Stanisława Kostki, przeżywało głębokie nawrócenie. Z całą prostotą cieszył się powodzeniem, ale był świadomy, że jest tylko narzędziem w ręku Opatrzności. W swoim dzienniku zapisał: „Jak wiele potrafisz, Boże, zdziałać przez tak niegodne jak ja stworzenie. Dzięki Ci, Panie, że się mną posługujesz”.
Nauczyciel wolności i życia w prawdzie
Ksiądz Jerzy uwierzył słowu Chrystusa: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. W jednym z kazań tłumaczył: „Aby pozostać człowiekiem wolnym duchowo, trzeba żyć w prawdzie. Życie w prawdzie, to dawanie prawdzie świadectwa na zewnątrz, to przyznanie się do niej i upominanie się o nią w każdej sytuacji. Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą. Jesteśmy powołani do prawdy, jesteśmy powołani do świadczenia o prawdzie w swoim życiu”.
Mówił też: „Żyć w prawdzie to być w zgodzie ze swoim sumieniem”. Uczył, że wolność jest przede wszystkim wolnością od lęku, ale też wolnością sumienia, bo „sumienie jest taką świętością, że nawet sam Bóg sumienia ludzkiego nie ogranicza”. Zadawał pytania najprostsze: „Czy dzisiaj mam odwagę upomnieć się o swojego brata, który jest niesłusznie więziony? Czy pomagam swojemu bratu pamiętając, że przez pomoc bratu pomagam samemu Chrystusowi”? Wiedział, że odpowiedź na te pytania wymaga odwagi i zachowania godności. W Bydgoszczy, w czasie ostatnich rozważań różańcowych, 19 października 1984 r., przypominał: „Pomnażać dobro i zwyciężać zło to dbać o godność dziecka Bożego, o swoją ludzką godność. Życie trzeba godnie przeżyć, bo jest tylko jedno. Trzeba dzisiaj bardzo dużo mówić o godności człowieka, aby zrozumieć, że człowiek przerasta wszystko, co może istnieć na świecie, prócz Boga”.
Zadania, które Ksiądz Jerzy podejmował z poczuciem, że nie może postępować inaczej, wymagały heroicznych decyzji. Próbowano go zastraszyć stosując uciążliwe, dręczące szykany. Nie zrażając się tym, każde kazanie kończył modlitwą w intencji stosujących przemoc i o zachowanie od nienawiści tych, którzy muszą przeciwstawiać się represjom. Wspomniane rozważania różańcowe w Bydgoszczy zakończył w ten sposób: „Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”. To były jego ostatnie słowa wypowiedziane publicznie. Kilka godzin później został uprowadzony i następnie brutalnie zamordowany.
Nasze dziękczynienie za Księdza Jerzego
Beatyfikacja Księdza Jerzego Popiełuszki odbędzie się na Placu Piłsudskiego w Warszawie, w Święto Dziękczynienia. Będziemy dziękować Bożej Opatrzności za naszą wolność i za tych wszystkich, którzy nas ku niej prowadzili. Będziemy dziękować za rok 1980 i za wielki zryw Solidarności, za wielkich nauczycieli i mistrzów Księdza Jerzego: Prymasa Tysiąclecia i Sługę Bożego Jana Pawła II. W Roku Kapłańskim pragniemy szczególnie dziękować za dar życia, powołania i posługi Księdza Jerzego Popiełuszki, męczennika za wiarę i godność człowieka. „Niech przemawia do nas świadectwo tego kapłana – napisał Jan Paweł II – które się nie przedawnia, które było ważne nie tylko wczoraj, ale jest ważne także dzisiaj. Może dzisiaj jeszcze bardziej.”
Świadectwo Księdza Jerzego jest dziś bardzo aktualne. Dziś także przecież trzeba stanowczo stawać w obronie prawdy, godności człowieka oraz ewangelicznych wartości. Dziś także trzeba w Polsce jednoczyć ludzi wokół spraw najważniejszych. Trzeba uwalniać się od nienawiści i budowania murów, które dzielą, a zło dobrem zwyciężać.
Ksiądz Jerzy Popiełuszko pokazał nam świadectwem swego życia, że autentycznie przeżywana wiara rodzi postawę zatroskania o dobro innych ludzi. Jako kapelan Solidarności nie był obojętny na kłamstwo, biedę, krzywdę, niesprawiedliwość. W ten sposób stał się swego rodzaju patronem sprawiedliwości społecznej w naszym kraju. Nauczanie i postawa Księdza Jerzego uwrażliwiają nas dzisiaj na współczesne formy wyzysku i złego traktowania ludzi słabych, biednych i bezrobotnych.
Uroczystość beatyfikacji będzie przeżywać razem z nami Matka Księdza Jerzego, pani Marianna Popiełuszko, która od początku modliła się za morderców swojego syna. Pragniemy z najgłębszym szacunkiem i wdzięcznością powiedzieć w imieniu Kościoła i Polski: Mamo, „Bóg zapłać” za takiego Syna!, „Bóg zapłać” za takiego Kapłana! „Bóg zapłać” za Twoją wiarę!
Umiłowani w Chrystusie Panu!
Niech dzień beatyfikacji Księdza Jerzego stanie się wielkim świętem dla całej naszej Ojczyzny. Niech wszystkie parafie i wspólnoty kościelne zjednoczą się na modlitwie z tymi, którzy będą uczestniczyć we Mszy Świętej beatyfikacyjnej. Trwając w dziękczynieniu Bogu w Trójcy jedynemu, pamiętajmy również o budowanej w Warszawie-Wilanowie Świątyni Opatrzności Bożej. Wesprzyjmy to dzieło ofiarą zbieraną w dniu beatyfikacji we wszystkich parafiach w Polsce. Jest to wotum narodu za wielkie dzieła Boże. Również za dar życia, powołania i posługi Księdza Jerzego Popiełuszki, męczennika za wiarę i godność człowieka.
Na owocne przeżycie beatyfikacji i przyjęcie nowego Patrona wszystkim z serca błogosławimy.
Podpisali: Pasterze Kościoła Katolickiego w Polsce
List pasterski Biskupów Metropolii Szczecińsko-Kamieńskiej na Niedzielę Chrztu Pańskiego
Drodzy Bracia - Kapłani, Bracia i Siostry - członkowie wspólnot życia konsekrowanego,
Umiłowany Ludu Boży Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej, Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej i Koszalińsko-Kołobrzeskiej!
1. Na drogach Bożego Słowa
Silnie brzmi dzisiejsze słowo Boże o Mesjaszu. To na Nim spoczął Duch Pana. To od Niego narody będą przyjmować Prawo. Cała Ziemia wyczekuje Jego pouczeń. Ten upragniony Sługa Pana każdemu z ludzi da nową szansę, nad każdym się pochyli. Tylko On się nie zniechęci, aż utrwali Prawo na Ziemi. Wiemy dobrze, że chodzi tu o Osobę Jezusa Chrystusa, umiłowanego Syna Przedwiecznego Ojca. To On bowiem chrzci nas od tylu pokoleń Duchem Świętym i ogniem. Ten dar chrztu przekazany został również naszemu pokoleniu. Trzeba tylko ten dar przyjąć z wdzięcznością i odpowiedzieć nań wiarą przyobleczoną w nasz czyn. To nieustanne zadanie Wspólnoty Kościoła, w której także ja i Ty mamy swój istotny udział. Z gotowością podejmujemy dlatego kolejne szanse, jakie Duch Boży nam ukazuje, zapraszając do współpracy w odnowie oblicza naszej Ziemi. Dla przykładu w najbliższych dniach stają przed nami szczególne intencje modlitewne, związane z Dniem Judaizmu w Kościele katolickim - w niedzielę 17 stycznia, oraz z Tygodniem Modlitw o jedność chrześcijan od 18 do 25 stycznia.
Umiłowani.
Pośrodku tych modlitw przeżywać też będziemy Wydarzenie szczególne, jakim dla wszystkich trzech diecezji naszej Metropolii, czyli dla Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej, Koszalińsko-Kołobrzeskiej oraz dla Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej, staje się - wpisana w program Roku Kapłańskiego - wspólnie zorganizowana Pielgrzymka kapłanów do katedry Gorzowskiej, do grobu Sługi Bożego biskupa Wilhelma Pluty - wielkiego Pasterza terenu całej naszej Metropolii, wówczas funkcjonującej kanonicznie jako administratura. Podczas tej pielgrzymki rozpoczęte też zostanie Wydarzenie bez precedensu na naszych Ziemiach, którym stanie się Pierwszy Synod Metropolitalny.
2. Synod Metropolitalny drogą ludzi wiary
Dar wiary, który otrzymaliśmy, wymaga nieustannego rozwoju i pogłębiania. Wszyscy jesteśmy więc zaproszeni przez Chrystusa do wędrowania drogami, po których chce nas dzisiaj prowadzić Duch Święty. Mimo iż dróg tych jest tyle, ilu jest uczniów Chrystusa, to wszystkie one w Kościele ukierunkowane są na osiągnięcie zasadniczego celu, jakim jest wprowadzanie Bożego ładu w sprawy tej ziemi oraz zbawienie wieczne każdego człowieka.
Istotną pomocą w odczytywaniu tych dróg i natchnień są w Kościele od wieków synody. Synody są zwoływane i odprawiane we wspólnocie diecezjalnej, gdy tego wymagają potrzeby duszpasterskie, mogą być zwoływane przez kilka sąsiednich diecezji, tworzących jedną metropolię, dla podjęcia wspólnych dla tych diecezji tematów, mogą też być zwoływane synody plenarne dla terytorium Konferencji Episkopatu. Nieco odrębnym wydarzeniem są też zwoływane przez Ojca Świętego specjalne Synody Biskupów, dla przemodlenia i rozważenia określonego tematu, ważnego dla całego Kościoła. Dzieło Synodalne w Kościele wyrasta zawsze z naszego zawierzenia Duchowi Świętemu i z naszej woli poddania się Jego natchnieniom. Na to Dzieło składa się zawsze wspólnotowa modlitwa oraz wspólnotowa praca intelektualna duchownych i świeckich, zorganizowanych w odpowiednie Komisje. Owocem takiego Dzieła staje się większa świadomość wszystkich wiernych w odniesieniu do naszych duchowych potrzeb oraz duszpasterskich możliwości współdziałania z Bożą łaską. Istotne tezy teologiczne oraz założenia organizacyjne dotyczące dalszego życia całej Wspólnoty są zbierane w odpowiednim końcowym dokumencie.
W ostatnich dziewięciu miesiącach kilkanaście już razy podejmowaliśmy, zarówno w gronie Biskupów naszej Metropolii jak też w gronie ekspertów, kwestię przeprowadzenia Synodu dla całej naszej Metropolii. Decyzję formalną o zwołaniu Synodu podjęliśmy na Spotkaniu w Zielonej Górze, w dniu 19 listopada. Tę decyzję niniejszym zgodnie dzisiaj ogłaszamy w naszych trzech Diecezjach, prosząc wszystkich Was zarówno o modlitwę w intencji Synodu, jak też o aktywny udział w pracach Komisji i Zespołów synodalnych. Zamierzeniem naszym jest, aby Synod Metropolitalny podjął, wobec Boga rozważył i na przyszłość rozstrzygnął tylko najważniejsze sprawy, wspólne dla wszystkich trzech diecezji. Przede wszystkim chodzi nam o wspólne duchowe dziedzictwo naszego Regionu, sięgające przecież ustanowionej w roku tysięcznym Diecezji w Kołobrzegu oraz ponad tysiąc lat temu zasianego w naszą ziemię świadectwa wiary pierwszych polskich męczenników z Międzyrzecza, a także utrwalającej wiarę chrześcijańską na Pomorzu misji św. Ottona. Ważne też jest zebranie świadectwa o posłudze Kościoła katolickiego na naszych ziemiach poprzez całe dzieje tej ziemi, a szczególnie w minionych sześćdziesięciu pięciu latach, poczynając od przywrócenia polskich struktur duszpasterskich Kościoła katolickiego w roku 1945. Cała nasza Metropolia praktycznie była bowiem ujęta w jedną, niezwykle rozległą strukturę duszpasterską administratury gorzowskiej aż do roku 1972, gdy kanonicznie powstały nasze diecezje, zaś od roku 1992 współtworzymy już jedną Prowincję kościelną, czyli Metropolię. Również profil socjologiczny i gospodarczy naszych diecezji ma wiele cech wspólnych. Ta wspólnota dziejów to ważny dla nas aspekt historyczny i religijno-społeczny. W ramach synodu metropolitalnego chcemy także rozpoznać i uzgodnić istotne obszary duszpasterskie, które na przyszłość będą przez nas wspólnie podejmowane i przeprowadzane. Taką potrzebę dostrzegamy m.in. w trosce o sanktuaria na naszej ziemi, o programy formacji teologicznej duchowieństwa oraz osób świeckich, w sprawach pomocy rodzinie, a także w innych obszarach. Sprawy bardziej szczegółowe będą następnie rozważane samodzielnie przez każdą z diecezji w ramach synodów diecezjalnych. W tym celu wznowiony będzie synod Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej oraz zwołane zostaną, decyzją Księży Biskupów, synody w diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej oraz Koszalińsko-Kołobrzeskiej.
Niezwykłą i istotną dla duchowości całej naszej Metropolii postacią minionego pokolenia jest mądry, świątobliwy i niezwykle gorliwy Pasterz tej ziemi, dzisiaj już Sługa Boży Biskup Wilhelm Pluta. Bieżący rok jest setnym od jego urodzin. Dnia 22 stycznia przypada natomiast dokładna rocznica odejścia do Pana tego wielkiego Pasterza. Z tych racji, podczas wspomnianej pielgrzymki kapłańskiej, właśnie w Gorzowie Wielkopolskim, u grobu Sługi Bożego, wraz z modlitwą o łaskę jego beatyfikacji, zostanie uroczyście otwarty Pierwszy Synod Metropolii Szczecińsko-Kamieńskiej. Na to Wydarzenie bardzo serdecznie zapraszamy kapłanów, członków instytutów życia konsekrowanego i wszystkich Was – Drodzy Siostry i Bracia - wierni świeccy. Synod ten jest tym większym wydarzeniem, że po zakończeniu drugiego Soboru Watykańskiego jest to dopiero drugi w Polsce synod metropolitalny. Pierwszym i dotychczas jedynym był bowiem Synod metropolii krakowskiej, odbyty na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.
3. Przewidywane prace synodu
Synod to nie tylko spotkania modlitewne oraz dyskusje wąskiego grona ekspertów, pracujących w Komisjach nad problemami i nadziejami naszego Kościoła. Będą to także odrębne Sesje otwarte, z udziałem wszystkich, pragnących się włączyć w dzieło tego Synodu. Przez chrzest wszyscy zostaliśmy bowiem włączeni do wspólnoty Kościoła. Dzięki bierzmowaniu staliśmy się w mocy Ducha św. odpowiedzialni za cały Kościół, a bardziej konkretnie za wspólnotę diecezjalną, parafialną, także za małe wspólnoty i grupy duszpasterskie, a przede wszystkim za własną rodzinę i za samych siebie. Dlatego prosimy wszystkich Was Siostry i Bracia o zaangażowanie się w dzieło Synodu. Może to polegać na wyrażaniu swoich propozycji, na bezpośrednim zaangażowaniu się w prace Komisji i Zespołów synodalnych, a także na wyrażaniu opinii co do projektów regulacji synodalnych. Przewidujemy także w odpowiednim czasie tzw. niedziele synodalne, w które zechcemy dotrzeć z tematyką synodalną do wszystkich uczestniczących w niedzielnej Eucharystii. Chcielibyśmy, by kolejne Sesje Plenarne mogły się odbywać w najważniejszych ośrodkach życia religijnego naszej Metropolii, w tym w Koszalinie, Kołobrzegu, Zielonej Górze, Kamieniu Pomorskim i w Szczecinie. Zamknięcie Synodu przewidujemy nie później niż za trzy lata, chociaż mamy świadomość, że będzie to zależało od wielu czynników.
4. Poddajmy się tchnieniu Ducha Świętego
Biorąc pod uwagę złożoność rozpoczynanego przez nas Dzieła, podkreślamy wartość najbardziej cennego udziału w Synodzie, jakim obok wielorakich prac będzie modlitwa w intencji Synodu. Bardzo prosimy o ten dar nie tylko od osób chorych i cierpiących, ale dosłownie od wszystkich, którym sprawy Kościoła na naszych ziemiach nie są obojętne. Wszyscy poddajmy się więc tchnieniu Ducha Świętego.
Umiłowani.
Czując naszą duchową odpowiedzialność przed Bogiem za każdą i za każdego z Was, na ten szczególny czas Synodu Metropolitalnego, który może stać się czasem duchowej i duszpasterskiej szansy całego naszego Regionu, wszystkich trzech diecezji, jako Wasi Biskupi, zapraszając do udziału we wszystkich synodalnych pracach i modlitwach, z serca udzielamy Wam pasterskiego błogosławieństwa w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Arcybiskup Andrzej Dzięga – Metropolita Szczecińsko-Kamieński
Biskup Stefan Regmunt – Biskup Zielonogórsko-Gorzowski
Biskup Edward Dajczak – Biskup Koszalińsko-Kołobrzeski
List pasterski Episkopatu Polski na Niedzielę Świętej Rodziny
BĄDŹMY ŚWIADKAMI MIŁOŚCI
Siostry i Bracia! Umiłowani w Chrystusie Panu!
W okresie Bożego Narodzenia wszyscy “ludzie dobrej woli” wracają z tęsknotą w duszy do Betlejem. W sercach wierzących narasta zaś pełne zdumienia i wdzięczności wołanie: “Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego nam dał”. Obok tej Miłości objawionej w Jezusie nie można przejść obojętnie. Emocje, jakie w tych dniach ożywają w kolędach i przy dzieleniu się opłatkiem, to za mało. Jezus “opuścił śliczne Niebo a wybrał barłogi” nie po to, by nas wzruszyć, lecz aby nas zbawić. Betlejem to nie sentymentalna historia, ale kluczowy etap walki, jaką Bóg podjął o człowieka. Ewangelie zostały spisane już po zmartwychwstaniu i opisują narodzenie tego, który dla nas i dla naszego zbawienia został ukrzyżowany, umarł i zmartwychwstał. Betlejem i krzyż idą razem i wzajemnie się wyjaśniają!
1. Objawienie Miłości ma imię i twarz: Jezus Chrystus
Na początku nowego roku duszpasterskiego, którego myślą przewodnią jest wezwanie: Bądźmy świadkami Miłości, powtarzamy za Sługą Bożym Janem Pawłem II: “Proszę was (…) abyście nigdy nie wzgardzili tą Miłością, która jest największa, która się wyraziła przez Krzyż, a bez której życie ludzkie nie ma ani korzenia, ani sensu”.
Siostry i Bracia! Bądźmy naprawdę świadkami tej Miłości! Łagodnie, ale zdecydowanie; jasno, jednoznacznie, odważnie – szanując prawa innych, ale też z mocą i konsekwencją domagając się poszanowania naszych praw. Mamy pełne prawo żyć naszą wiarą. Prawo, którego nikt nam nie może odebrać, gdyż wolność religijna należy do najbardziej podstawowych praw związanych z godnością osoby ludzkiej. Chrystusa nie można wyznawać jedynie od święta a do tego po cichu i tylko prywatnie. Kto kocha, ten nie kryje się ze swoją miłością. Bądźmy Jego świadkami w domu, ale też w życiu publicznym. Świat ma prawo widzieć uczniów Jezusa, którzy spotkali Go osobiście i żyją z Nim na co dzień w ogromnej zażyłości. My zatem mamy obowiązek dawać przed światem świadectwo naszej miłości do Chrystusa.
Gdy ktokolwiek urąga Krzyżowi Chrystusowemu, trzeba powiedzieć jasno: dosyć! Historia świadczy, że każdy, kto – strojąc się w szaty obrońcy praw człowieka – walczył z krzyżem, ostatecznie okazywał się tyranem. Gdy ktokolwiek próbuje usunąć Chrystusa z życia publicznego i chce budować Europę bez Chrystusa, temu trzeba powiedzieć – zgodnie z prawdą i dla dobra Europy – że byłoby to budowanie na piasku. A nawet gorzej: że podcina korzenie, z których wyrasta zachodnia cywilizacja.
Europo! Czas na poważną refleksję! Czas się określić! Niech centralne instytucje europejskie odpowiedzą jednoznacznie: w imię czego w Europie jest miejsce dla wszystkich ekstrawagancji, ale nie ma być miejsca dla Chrystusa? Dlaczego – jak w najczarniejszych czasach totalitaryzmów – pozwala się urągać chrześcijanom i podburzać przeciwko nam?
2. Bądźcie świadkami Miłości w rodzinie!
Drodzy małżonkowie! Czcigodni rodzice! Hasło nowego roku duszpasterskiego w szczególny sposób odnosi się do Was. Bądźcie świadkami Miłości w Waszym ciele i w Waszej duszy. Niech miłość Wasza będzie “na wskroś ludzka, a więc zarazem zmysłowa i duchowa”. Nie kierujcie się jedynie “impulsem popędu lub uczuć”. Bądźcie nie tylko jednym ciałem, ale też jednym sercem i jedną duszą. Równocześnie jednak bądźcie dla siebie świadkami Miłości w Waszym ciele. Nie banalizując życia płciowego pamiętajcie, że jest to cenne “tworzywo” dane przez Boga do budowania jedności małżeńskiej.
Rozwijajcie tę “szczególną formę przyjaźni, poprzez którą małżonkowie wielkodusznie dzielą między sobą wszystko, bez niesprawiedliwych wyjątków i egoistycznych rachub”. Zawsze pamiętajcie, że “kto prawdziwie kocha swego współmałżonka, nie kocha go tylko ze względu na to, co od niego otrzymuje, ale dla niego samego, szczęśliwy, że może go wzbogacić darem z samego siebie”.
Bądźcie świadkami Miłości w waszych codziennych rozmowach. Chciałoby się powiedzieć za poetą: “Niech ani jedno słowo nie będzie złe, niech ani jedno słowo nie czai się do skoku, niech ani jedno słowo nie nienawidzi. Niech nie krzywdzi. Niech nie zabija. Niech wybacza. Niech leczy. Niech łagodzi. Niech zamyka człowiecze rany”. Rozmawiajcie ze sobą ciepło, życzliwie i szczerze, bez próby dominacji.
Niech Wasza miłość będzie wierna i wyłączna aż do końca życia. Wierność nie tylko jest możliwa, ale konieczna, by zasmakować Miłości w całej pełni. Zdrada nie da Wam tego, za czym tęsknicie. To możecie odnaleźć tylko we własnym małżeństwie.
Nie podejmujcie pochopnie decyzji o emigracji zarobkowej, zwłaszcza jednego z małżonków. Zbyt wiele można stracić. Rozłąka prowadzi niejednokrotnie do zachwiania wzajemnych więzi.
Trzeba wreszcie powiedzieć to, co oczywiste: miłość małżeńska zamknięta na dzieci jest niedojrzałą miłością. Rodzice, pokażcie światu szczęście Waszych oczu zapatrzonych w dzieci. Mężowie, stańcie dumnie obok Waszych żon w stanie błogosławionym. Dzielcie z żoną tkliwą troskę o Wasze dzieci. Kobiety do końca życia pamiętają, czy mąż towarzyszył im w oczekiwaniu na dziecko, w rodzeniu i pierwszych miesiącach po porodzie, czy też zostawił je samym sobie. Gdy dziecko się poczyna i rodzi – macie jeszcze jedną szansę, by pogłębić, a nawet odbudować waszą miłość!
Siostry i Bracia! Dzisiaj, gdy otwarcie atakuje się i celowo niszczy wartości rodzinne, potrzebujecie wsparcia. Cenną pomoc dla Was stanowią ruchy i wspólnoty rodzinne, gdzie możecie spotkać ludzi podzielających Wasze ideały. Szukajcie takich środowisk i walczcie o czas na regularne spotkania. Nie szukajcie ich dopiero wtedy, gdy trzeba ratować zrujnowane małżeństwo. Pamiętajcie, że od samego początku trzeba budować małżeństwo na solidnych fundamentach; rozwijać i pogłębiać wspólnotę życia i miłości; tak kształtować relacje w małżeństwie, aby nigdy nie trzeba było mówić o jego “ratowaniu”. Nie usprawiedliwiajcie się zbyt łatwo brakiem czasu. Ostatecznie to kwestia Waszych życiowych priorytetów.
3. Bądźcie świadkami Miłości w życiu społecznym!
Siostry i Bracia! Istnieje też miłość społeczna. Całe państwa i narody dzięki miłości rozkwitają, a bez miłości giną. Razem z Wami zwracamy się więc do pracodawców, publicystów, naukowców i polityków. Mówimy z całą powagą: Wy, którzy czujecie się związani z Kościołem katolickim: Bądźcie świadkami Miłości! Bądźcie jej świadkami na Waszych stanowiskach. Miłość to nie sentymentalizm, ale pragnienie i czynienie dobra dla każdego człowieka, rozumianego w całej jego prawdzie istoty cielesnej i duchowej, doczesnej i powołanej do życia wiecznego. Niech inspiracją dla Was będzie najnowsza encyklika Ojca Świętego Benedykta XVI pod wymownym tytułem Miłość w prawdzie.
4. Eucharystia szkołą i źródłem Miłości
Siostry i Bracia, “Miłości trzeba się uczyć”! Przypomnijcie sobie, jak w dniu ślubu Kościół przyprowadził Was przed ołtarz, na którym odprawiała się Najświętsza Ofiara. W ten sposób chciał Wam niejako powiedzieć: “Patrzcie i uczcie się kochać. Patrzcie na Chrystusa. On «umiłowawszy wspólnotę Kościoła wydał za nią samego siebie». Wpatrując się w Eucharystię starajcie się zapamiętać raz na zawsze Boską logikę miłowania, która jest logiką daru z samego siebie”. Eucharystia jest i pozostanie najwspanialszą szkołą Miłości. Jej “wychowawcza moc potwierdziła się poprzez pokolenia i stulecia”. Wy zatem, którzy chcecie pogłębić Waszą miłość! Wy, którzy chcecie Waszą miłość ocalić: Przychodźcie najczęściej jak to możliwe przed ołtarz, by uczestniczyć w Eucharystii!
Uczestniczyć, to nie tylko być, to wsłuchiwać się w Słowo Boże i wprowadzać je w czyn; to samych siebie składać Bogu w ofierze. Czynnie uczestniczyć w Eucharystii, to przyjmować Komunię świętą a równocześnie swoje życie małżeńskie czynić Eucharystią.
Pośród Waszych pracowitych dni znajdujcie też czas na adorację Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. “Adoracja poza Mszą Świętą przedłuża i intensyfikuje to, co się dokonało podczas samej celebracji liturgicznej”.
Siostry i Bracia! Eucharystia to nie tylko szkoła, ale też źródło mocy, aby miłować tak, jak Chrystus nas umiłował. W Waszym codziennym, małżeńskim miłowaniu bądźcie świadkami tej Miłości, która się uobecnia w Eucharystii.
5. Narzeczeni, bądźcie świadkami Miłości!
Młodzi, którzy dopiero myślicie o małżeństwie. Sługa Boży Jan Paweł II lubił powtarzać, że jesteście nadzieją Kościoła. Pokażcie swoim rówieśnikom, a przede wszystkim pokażcie sobie wzajemnie, że wierzycie w wielką, piękną miłość narzeczeńską i małżeńską oraz że jesteście gotowi o nią walczyć. O miłość trzeba walczyć! Nie pozwólcie, aby Wasza miłość była profanowana przez egoizm czy poszukiwanie za wszelką cenę jedynie przyjemności oraz przez zamknięcie się na życie. “Musicie od siebie wymagać”, aby nie zbanalizować miłości; aby nie pomylić jej z przejściowym zauroczeniem seksualnością człowieka. Musicie w Waszej miłości wypłynąć na głębię i doświadczyć fascynacji osobą, zjednoczenia serc i dusz. Na jedność ciała jest miejsce w małżeństwie. Nie bójcie się wymagać od tych, z którymi wiążecie wspólne plany na przyszłość. Jeśli są godni waszej miłości – zechcą sprostać wymaganiom, jakie im w imię Prawdy postawicie. Współżycie przedmałżeńskie, wspólne zamieszkanie przed ślubem, pornografia i rozwiązłość, nieprzyzwoite rozmowy i filmy – to wszystko niszczy Waszą miłość w samym zarodku.
W tym miejscu należy przypomnieć o odpowiedzialności rodziców za właściwe przeżywanie narzeczeństwa przez ich dzieci. Nie da się z wiarą pogodzić przyzwolenia na grzeszne życie narzeczonych.
6. Zakończenie
Umiłowani w Chrystusie Panu! Kończąc, pragniemy zwrócić uwagę, na wydany w tym roku przez Konferencję Episkopatu Polski dokument pt. “Służyć prawdzie o małżeństwie i rodzinie”. Zachęcamy do jego lektury i rozmowy o nim w rodzinach.
Zawierzamy Was Matce Pięknej Miłości i z serca udzielamy pasterskiego błogosławieństwa.
Podpisali: Pasterze Kościoła katolickiego w Polsce
I niedziela Adwentu – 29 listopada 2009
1. Rozpoczynamy dzisiaj Adwent. To łacińskie słowo można tłumaczyć: oczekiwanie na Tego, który przychodzi. Tyle etymologia słowa. Ale czy my jeszcze rozumiemy znaczenie tego czasu w rytmie roku kościelnego?
Patrząc na świat wokół nas, zaglądając do supermarketów, czy śledząc reklamy w telewizji można odnieść wrażenie, że już nazajutrz po uroczystości Wszystkich Świętych zaczęły się ...Święta Bożego Narodzenia, zaczął się okres świątecznych przygotowań i szał zakupów pod hasłem: Idą święta!
Środki przekazu prześcigają się w informacjach o tym, ile to Polacy w tym roku wydadzą na święta, na zakup prezentów. Określają zawartość „świątecznego koszyka” statystycznego Polaka, liczą, ile będzie dań na wigilijnym stole w polskich domach. Reklamy przekonują nas, bez jakich to rzeczy i produktów nie da się żyć, które koniecznie musimy kupić, bo to wyjątkowa okazja i świąteczna promocja.
Zagubił się gdzieś Adwent – rozświetlony lampionami niesionymi przez dzieci spieszące na roraty o 6 czy 7 rano. Rodzice dzisiaj nie chcą rano budzić dzieci, a wieczorem dzieci mają zajęcia. Coraz mniej też dzisiaj lampionów zwiastujących, że Boże światło jest mocniejsze od nocy ludzkiej nieprawości.
Zagubił się gdzieś Adwent w znaku kolejno zapalanych czterech świec na adwentowym wieńcu.
A przecież te nikłe, chybotliwe płomyki świec tak wiele znaczą, tak wiele mówią o kruchości, przemijalności ludzkiego życia. Przypominają to, co Jezus powiedział w dzisiejszej Ewangelii: „Czuwajcie, módlcie się, bądźcie gotowi, abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym”.
Stąd mądrość Kościoła i liturgii, która sięgając do Biblii mówi nam dzisiaj: „Podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasza odkupienie”. Adwent bowiem przygotowuje nas do świąt naszego Odkupienia.
A Prorok Jeremiasz zapewnia nas, że Bóg jest wierny, że wypełni obietnice dane Narodowi Wybranemu i nam, ześle Tego, który zaprowadzi na ziemi prawo i sprawiedliwość. Z naszej strony zaś trzeba czujności, gotowości na Jego przyjście, na rozpoznanie Go jako Zbawiciela i Pana i przyjęcie Go z wiarą.
Warto więc znaleźć w Adwencie czas na zadumę, refleksję nad swoim życiem, nad sensem podejmowanych decyzji i dokonywanych wyborów.
Taką okazją mogą być parafialne rekolekcje adwentowe. Tydzień temu, dzięki życzliwości osób, zaangażowanych w grupach modlitewnych w naszej parafii, do wielu naszych domów dotarły poświęcone wigilijne opłatki, a wraz z nimi zaproszenia ze szczegółowym programem rekolekcji. Bardzo proszę! Nie wyrzucajmy ich do kosza na śmieci, nie odkładajmy na półkę i w zapomnienie. Niech będą na widocznym miejscu jako apel, jako przypomnienie.
Ten Adwent, te rekolekcje mogą mieć wyjątkowe znaczenie. Popatrzmy wokół siebie. Ludzi, którzy jeszcze rok temu szykowali się do świąt, przeżywali Adwent, siedzieli obok nas w kościele, w ławce, których spotykaliśmy na schodach domów, już nie ma. Tamten Adwent okazał się ich ostatnim.
Tylko Bóg zna liczbę i kres naszych dni, dlatego: „Czuwajcie i bądźcie gotowi, abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym”.
Nie bez powodu mówi się, że rodzina współczesna przeżywa kryzys. Z rozmów z dorosłymi, dziećmi i młodzieżą wynika, że małżonkowie, rodzice, dzieci nie mają dzisiaj dla siebie czasu. Późne powroty do domów po wielogodzinnej pracy, długie zajęcia w szkole. W domu tylko się mijamy, zamieniając tylko kilka zdań. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać, tylko w biegu rzucamy zdawkowe pytania i odpowiedzi: jak było w szkole? Jak w pracy? Nie potrafimy sobie przebaczać prostych urazów. Nie potrafimy sobie nawzajem służyć, formułujemy wobec siebie najczęściej tylko roszczenia. Byle powód staje się pretekstem do odwrócenia się od siebie, do rozstania i rozwodu. Warto wiedzieć, że nasze województwo jest na czele tej tragicznej statystyki w Polsce.
Rekolekcje niech będą okazją do zastanowienia się nad tym, jak dokonać tego kroku. Jakie słowa życzeń wypowiedzieć trzymając w dłoni w wigilijny wieczór biały, kruchy jak ludzkie uczucia, opłatek? Jak zrobić krok ku temu w rodzinie, z którym trudno żyć, jak mu powiedzieć o swojej życzliwości, o przebaczeniu, aby i jego serce otworzyło się na miłość Bożą i ludzką.
Ciągle stoimy jeszcze przed szansą, aby ten Adwent i te święta były wyjątkowe, żeby Boże Narodzenie dokonało się w nas i w naszych domach. Amen.
Ks. Roman Litwińczuk, proboszcz
Homilia na XXIII Niedzielę zwykłą – 6 września 2009 r.
1. Słowo Boże roztacza dzisiaj przed nami niesamowite obrazy. Oto, gdy Bóg przychodzi na ziemię, aby nawiedzić swój lud, aby go zbawić, dzieją się niezwykłe rzeczy. Prorok Izajasz mówi: „przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Chromy jak jeleń wyskoczy i język niemych wesoło krzyknie.... Trysną zdroje wód na pustyni, spieczona ziemia w staw się zamieni”. Czy to możliwe? Czy obecność Boga pośród ludzi może prowadzić do takich wydarzeń?
Dzisiejsza Ewangelia przekonuje nas, że tak. Oto Jezus dotyka języka i uszu głuchoniemego, a te otwierają się i człowiek ten może z innymi wielbić Boga mówiąc o Jezusie: „Dobrze uczynił wszystko”.
2. Za kilka dni, 9 września, minie 25 lat od dnia, w którym Sługa Boży Bp Wilhelm Pluta swoim dekretem utworzył w tym miejscu parafię pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Z grząskiej ziemi, gdzie wcześniej mieściło się ogrodnictwo, zaczęły powoli wyłaniać się zarysy murów kaplicy i domu parafialnego. Zaczęli gromadzić się tutaj ludzie na modlitwie, na Eucharystii, aby wielbić Boga, i aby z wielkim wysiłkiem, pod przewodem swoich duszpasterzy budować żywą wspólnotę Kościoła oraz widzialne mury świątyni.
3. Czy w tym wydarzeniu, w powstaniu tej parafii, tej świątyni, nie należy widzieć znaku Bożego działania, cudu Bożej Opatrzności?
Ówczesne władze komunistyczne naszego miasta celowo dały pozwolenie na budowę kościoła w miejscu zupełnie do tego nie nadającym się, aby „katolicy tutaj potopili się w błocie”. A oto minęły lata, tamtej władzy dano już nie ma, a kościół stoi i gromadzi ludzi na chwalenie Pana. Na naszych oczach Bóg dokonał cudu, okazał swoją moc.
4. Z woli Sługi Bożego Biskupa Wilhelma Pluty nasza parafia została powierzona opiece i wstawiennictwu Najświętszej Maryi Pannie Królowej Polski. Gdy mija 25 lat jej istnienia, nie sposób nie przywołać słów Maryi z Jej Magnificat, którymi wielbiła Boga na progu domu św. Elżbiety:
„Wielbi dusza moja Pana...
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
a Jego Imię jest Święte...
Okazał moc swego ramienia”.
5. Zapraszając na nasz Jubileusz Księdza Biskupa oraz kapłanów, którzy stąd pochodzą i tutaj pracowali, przywołałem właśnie te słowa Matki Najświętszej. Ona, nasza Patronka zachęca nas bowiem do wdzięczności Bogu, do wielbienia Pana za tylu ludzi, tylu kapłanów, którzy dali swoje serce, włożyli swoje siły w dzieło powstania i rozwoju naszej parafii.
Uroczystości Jubileuszowe będą okazją, aby wielu z nich przywołać z imienia i nazwiska, dziękując Bogu za ich trud, wiarę, wielkie serce i świadectwo umiłowania Kościoła.
6. Zapraszam wszystkich parafian i gości na całe nasze jubileuszowe Triduum, które rozpoczniemy w piątkowy wieczór. Tego dnia o godz. 18.00 powitamy na placu przed kościołem Pasterza diecezji Biskupa Pawła Sochę, który jako jedyny z obecnych biskupów zna całą historię naszej parafii, zna koleje losu budowy tej świątyni.
Uroczystości Jubileuszowe parafii złączą się z kolejną rocznicą ustanowienia tutaj Sanktuarium św. Weroniki Giuliani. Od bramy kościoła pójdziemy więc w procesji z relikwiami naszej Świętej Patronki pod Krzyż postawiony niedawno przy grocie ludzkiej. Ona bowiem przybliża nam tajemnicę Chrystusowego Krzyża, uczy jak czerpać z Niego moc do życia na co dzień w wierności Chrystusowi.
Ksiądz Biskup poświęci Krzyż, aby On swoją wielkością, majestatem, dzień i noc, gdyż będzie podświetlony, przypominał nam naszą chrześcijańską godność, kim jesteśmy, za jak wielką cenę zostaliśmy odkupieni przez Chrystusa w tym znaku.
7. Podczas uroczystej Eucharystii koncelebrowanej przez kapłanów, którzy tu pracowali i stąd się wywodzą, Ksiądz Biskup przyjmie nowych członków Bractwa Męki Pańskiej, aby stali na straży relikwii św. Weroniki i rozwijali jej kult.
Szczególnym gościem naszych uroczystości Jubileuszowych będzie ks. dr Dawid Fuławka z Koszalina, znawca życia i kultu św. Weroniki. W sobotę i niedzielę, będzie do nas głosił słowo Boże i poprowadzi rozważania różańcowe podczas procesji fatimskiej w sobotni wieczór.
8. Szczególne zaproszenie kieruję do chorych i osób starszych, oraz tych, którzy otaczają ich swoją troską w domach. Na mszy św. w intencji chorych i starszych zgromadzimy się w sobotę rano o godzinie 9.00. Podczas Mszy św. udzielimy sakramentu chorych oraz błogosławieństwa lurdzkiego Najświętszym Sakramentem. Zatroszczmy się o naszych chorych, o doprowadzenie ich czy dowiezienie do świątyni. Oni są szczególnym skarbem parafii. Na co dzień przezywają swój ból i cierpienie w samotności a łóżko staje się dla nich ołtarzem, na którym, jednocząc się z cierpiącym Chrystusem, składają siebie w ofierze w różnych intencjach Kościoła.
Czcicieli Matki Bożej Fatimskiej zapraszamy na wieczorną Mszę św. w sobotę i na procesję ulicami parafii z modlitwą różańcową i zapalonymi lampionami. Będziemy modlić się o ducha pokuty i nawrócenia dla tych, którym istnienie tej parafii i tej świątyni jest obojętne, którzy żyją tak, jakby Boga nie było, którzy być może jeszcze ani razu nie byli w tym kościele. Będziemy chcieli stanąć pod ich domami, aby śpiewem i modlitwą poruszyć ich serca. Może ta modlitwa otworzy ich, jak głuchoniemego z dzisiejszej Ewangelii, na działanie łaski Bożej.
9. W przyszłą niedzielę na wszystkich Mszach św. Będziemy poznawać życie i duchowość św. Weroniki. Będzie też możliwość ucałowania relikwii z cząstką jej serca.
Nasze uroczystości zakończymy w poniedziałek, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, wieczorną Mszą św. i Drogą Krzyżową wokół świątyni. Na ten dzień przybędzie do na Bractwo św. Jakuba z Sanktuarium jego imienia w Jakubowie pod Głogowem, ze swoim duszpasterzem, ks. Stanisławem Czerwińskim, byłym wikariuszem naszej parafii.
10. Mamy za co uwielbiać Boga i dziękować Mu wraz z Maryją naszą Matką i Królową. W ciągu 25 lat w tym kościele ochrzczono 5030 dzieci. Przed tym ołtarzem sakrament małżeństwa zawarło 1780 par. Do pierwszej Komunii świętej przystąpiło 7630 dzieci, a 6830 młodych osób przyjęło sakrament bierzmowania dla umocnienia swej wiary. W tym czasie odeszło do Boga po wieczną nagrodę 3440 osób, większość zaopatrzona sakramentami świętymi. Było wśród nich wielu pięknych ludzi, świadków wiary i miłości Boga i człowieka.
To nie są tylko suche liczby, dane statystyczne, za nimi bowiem kryje się olbrzymi ładunek Bożych łask, daru Bożego Miłosierdzia.
Warto tez sobie uświadomić, że w ciągu 25 lat wyrosło tutaj nowe pokolenie. Trzeba, aby w tych Jubileuszowych dniach to starsze pokolenie, poprzez swoją wdzięczność Bogu, dało mocne, czytelne świadectwo wiary i pomogło odkryć ludziom młodym ich chrześcijańskie dziedzictwo i korzenie wiary w tej parafii, w tej wspólnocie, w tym kościele.
Niech z naszej wdzięczności zrodzi się hymn uwielbienia Boga taki jak w sercu Maryi:
„Wielbi dusza moja Pana
i raduje się duch mój, w Bogu, moim Zbawcy,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny”.
Amen.
Homilia na XXIII Niedzielę zwykłą – 6 września 2009 r.
1. Słowo Boże roztacza dzisiaj przed nami niesamowite obrazy. Oto, gdy Bóg przychodzi na ziemię, aby nawiedzić swój lud, aby go zbawić, dzieją się niezwykłe rzeczy. Prorok Izajasz mówi: „przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Chromy jak jeleń wyskoczy i język niemych wesoło krzyknie.... Trysną zdroje wód na pustyni, spieczona ziemia w staw się zamieni”. Czy to możliwe? Czy obecność Boga pośród ludzi może prowadzić do takich wydarzeń?
Dzisiejsza Ewangelia przekonuje nas, że tak. Oto Jezus dotyka języka i uszu głuchoniemego, a te otwierają się i człowiek ten może z innymi wielbić Boga mówiąc o Jezusie: „Dobrze uczynił wszystko”.
2. Za kilka dni, 9 września, minie 25 lat od dnia, w którym Sługa Boży Bp Wilhelm Pluta swoim dekretem utworzył w tym miejscu parafię pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Z grząskiej ziemi, gdzie wcześniej mieściło się ogrodnictwo, zaczęły powoli wyłaniać się zarysy murów kaplicy i domu parafialnego. Zaczęli gromadzić się tutaj ludzie na modlitwie, na Eucharystii, aby wielbić Boga, i aby z wielkim wysiłkiem, pod przewodem swoich duszpasterzy budować żywą wspólnotę Kościoła oraz widzialne mury świątyni.
3. Czy w tym wydarzeniu, w powstaniu tej parafii, tej świątyni, nie należy widzieć znaku Bożego działania, cudu Bożej Opatrzności?
Ówczesne władze komunistyczne naszego miasta celowo dały pozwolenie na budowę kościoła w miejscu zupełnie do tego nie nadającym się, aby „katolicy tutaj potopili się w błocie”. A oto minęły lata, tamtej władzy dano już nie ma, a kościół stoi i gromadzi ludzi na chwalenie Pana. Na naszych oczach Bóg dokonał cudu, okazał swoją moc.
4. Z woli Sługi Bożego Biskupa Wilhelma Pluty nasza parafia została powierzona opiece i wstawiennictwu Najświętszej Maryi Pannie Królowej Polski. Gdy mija 25 lat jej istnienia, nie sposób nie przywołać słów Maryi z Jej Magnificat, którymi wielbiła Boga na progu domu św. Elżbiety:
„Wielbi dusza moja Pana...
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
a Jego Imię jest Święte...
Okazał moc swego ramienia”.
5. Zapraszając na nasz Jubileusz Księdza Biskupa oraz kapłanów, którzy stąd pochodzą i tutaj pracowali, przywołałem właśnie te słowa Matki Najświętszej. Ona, nasza Patronka zachęca nas bowiem do wdzięczności Bogu, do wielbienia Pana za tylu ludzi, tylu kapłanów, którzy dali swoje serce, włożyli swoje siły w dzieło powstania i rozwoju naszej parafii.
Uroczystości Jubileuszowe będą okazją, aby wielu z nich przywołać z imienia i nazwiska, dziękując Bogu za ich trud, wiarę, wielkie serce i świadectwo umiłowania Kościoła.
6. Zapraszam wszystkich parafian i gości na całe nasze jubileuszowe Triduum, które rozpoczniemy w piątkowy wieczór. Tego dnia o godz. 18.00 powitamy na placu przed kościołem Pasterza diecezji Biskupa Pawła Sochę, który jako jedyny z obecnych biskupów zna całą historię naszej parafii, zna koleje losu budowy tej świątyni.
Uroczystości Jubileuszowe parafii złączą się z kolejną rocznicą ustanowienia tutaj Sanktuarium św. Weroniki Giuliani. Od bramy kościoła pójdziemy więc w procesji z relikwiami naszej Świętej Patronki pod Krzyż postawiony niedawno przy grocie ludzkiej. Ona bowiem przybliża nam tajemnicę Chrystusowego Krzyża, uczy jak czerpać z Niego moc do życia na co dzień w wierności Chrystusowi.
Ksiądz Biskup poświęci Krzyż, aby On swoją wielkością, majestatem, dzień i noc, gdyż będzie podświetlony, przypominał nam naszą chrześcijańską godność, kim jesteśmy, za jak wielką cenę zostaliśmy odkupieni przez Chrystusa w tym znaku.
7. Podczas uroczystej Eucharystii koncelebrowanej przez kapłanów, którzy tu pracowali i stąd się wywodzą, Ksiądz Biskup przyjmie nowych członków Bractwa Męki Pańskiej, aby stali na straży relikwii św. Weroniki i rozwijali jej kult.
Szczególnym gościem naszych uroczystości Jubileuszowych będzie ks. dr Dawid Fuławka z Koszalina, znawca życia i kultu św. Weroniki. W sobotę i niedzielę, będzie do nas głosił słowo Boże i poprowadzi rozważania różańcowe podczas procesji fatimskiej w sobotni wieczór.
8. Szczególne zaproszenie kieruję do chorych i osób starszych, oraz tych, którzy otaczają ich swoją troską w domach. Na mszy św. w intencji chorych i starszych zgromadzimy się w sobotę rano o godzinie 9.00. Podczas Mszy św. udzielimy sakramentu chorych oraz błogosławieństwa lurdzkiego Najświętszym Sakramentem. Zatroszczmy się o naszych chorych, o doprowadzenie ich czy dowiezienie do świątyni. Oni są szczególnym skarbem parafii. Na co dzień przezywają swój ból i cierpienie w samotności a łóżko staje się dla nich ołtarzem, na którym, jednocząc się z cierpiącym Chrystusem, składają siebie w ofierze w różnych intencjach Kościoła.
Czcicieli Matki Bożej Fatimskiej zapraszamy na wieczorną Mszę św. w sobotę i na procesję ulicami parafii z modlitwą różańcową i zapalonymi lampionami. Będziemy modlić się o ducha pokuty i nawrócenia dla tych, którym istnienie tej parafii i tej świątyni jest obojętne, którzy żyją tak, jakby Boga nie było, którzy być może jeszcze ani razu nie byli w tym kościele. Będziemy chcieli stanąć pod ich domami, aby śpiewem i modlitwą poruszyć ich serca. Może ta modlitwa otworzy ich, jak głuchoniemego z dzisiejszej Ewangelii, na działanie łaski Bożej.
9. W przyszłą niedzielę na wszystkich Mszach św. Będziemy poznawać życie i duchowość św. Weroniki. Będzie też możliwość ucałowania relikwii z cząstką jej serca.
Nasze uroczystości zakończymy w poniedziałek, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, wieczorną Mszą św. i Drogą Krzyżową wokół świątyni. Na ten dzień przybędzie do na Bractwo św. Jakuba z Sanktuarium jego imienia w Jakubowie pod Głogowem, ze swoim duszpasterzem, ks. Stanisławem Czerwińskim, byłym wikariuszem naszej parafii.
10. Mamy za co uwielbiać Boga i dziękować Mu wraz z Maryją naszą Matką i Królową. W ciągu 25 lat w tym kościele ochrzczono 5030 dzieci. Przed tym ołtarzem sakrament małżeństwa zawarło 1780 par. Do pierwszej Komunii świętej przystąpiło 7630 dzieci, a 6830 młodych osób przyjęło sakrament bierzmowania dla umocnienia swej wiary. W tym czasie odeszło do Boga po wieczną nagrodę 3440 osób, większość zaopatrzona sakramentami świętymi. Było wśród nich wielu pięknych ludzi, świadków wiary i miłości Boga i człowieka.
To nie są tylko suche liczby, dane statystyczne, za nimi bowiem kryje się olbrzymi ładunek Bożych łask, daru Bożego Miłosierdzia.
Warto tez sobie uświadomić, że w ciągu 25 lat wyrosło tutaj nowe pokolenie. Trzeba, aby w tych Jubileuszowych dniach to starsze pokolenie, poprzez swoją wdzięczność Bogu, dało mocne, czytelne świadectwo wiary i pomogło odkryć ludziom młodym ich chrześcijańskie dziedzictwo i korzenie wiary w tej parafii, w tej wspólnocie, w tym kościele.
Niech z naszej wdzięczności zrodzi się hymn uwielbienia Boga taki jak w sercu Maryi:
„Wielbi dusza moja Pana
i raduje się duch mój, w Bogu, moim Zbawcy,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny”. Amen.
Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny – 2009
1. W kalendarzu liturgicznym jest wiele świąt maryjnych. Nie ma wręcz miesiąca, w którym nie oddawalibyśmy czci Matce Bożej, akcentując jakiś aspekt Jej życia. Jednocześnie czujemy wyjątkowość dzisiejszej uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Oto Kościół ogłasza, że Maryja, po zakończeniu biegu swego ziemskiego życia, została w ciele i duszy wzięta do nieba. Nie mówimy więc o jakimś pojedynczym wydarzeniu czy epizodzie z Jej życia, ale o uwieńczeniu całego Jej ziemskiego losu przez Boga chwałą nieba, nagrodą przeznaczoną zbawionym.
2. Znamienne są okoliczności, w których doszło do ogłoszenia dogmatu o Wniebowzięciu Matki Najświętszej. Ogłosił ją Kościołowi w 1950 roku papież Pius XII. Oto mija 5 lat od zakończenia II wojny światowej, gdy wskutek brutalnych walk i masowej zagłady w obozach, życie straciły miliony ludzi. Świat w okrutny sposób doświadczył podeptania ludzkiej godności, życie ludzkie, ciało, nie miały znaczenia, w obozach zagłady stało się surowcem do produkcji. Po II wojnie światowej ludzie stanęli wobec pytania o sens życia, o godność człowieka, o nadzieję na lepsze jutro i szczęście.
3. W takich okolicznościach Kościół, poprzez prawdę o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny głosi, że człowiek jest tak wielki, a jego godność jest tej miary, iż Bóg powołał go do przebywania ze sobą w niebie. Dogmat o Wniebowzięciu podkreśla wielkość ludzkiego ciała, jego znaczenie dla zbawienia, dowodzi też, że cierpienie i śmierć nie są ostatecznym kresem ludzkiego losu. Że Bóg powołał, tak jak Maryję, tak każdego z nas, Jej braci i siostry, do szczęśliwego życia wiecznego, które jest ukoronowaniem doczesności. Wniebowzięcie Maryi przekonuje nas, że człowiek jest wielki w oczach Boga – wyszedł z ręki Boga i do Boga wraca, a Maryja jest drogowskazem na tej drodze.
4. Kościół co roku przywołuje w liturgii te same teksty biblijne, jakby zapraszał nas abyśmy je dobrze przemyśleli i utrwalili sobie ich treść.
Księga Apokalipsy kieruje nasz wzrok ku niebu, mówiąc o Maryi jako wielkim znaku – „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu”. Można odnieść wrażenie, że niebu dotąd czegoś, a lepiej powiedzieć, kogoś, brakowało. Maryja Wniebowzięta wypełnia je sobą. Jednocześnie ukazuje, że ono jest dla ludzi, że jest Domem Boga ale i ojczyzną każdego z nas ludzi, każdego człowieka, który poprzez tę ziemię idzie, jak Maryja, Bożymi drogami.
Bóg, który jest Miłością, nie może sam doświadczać szczęścia. Bogu potrzebna była w niebie Maryja, potrzebni jesteśmy my, aby w pełni nastało, jak mówi Apokalipsa „zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego”. Boga nie raduje puste niebo, ale wypełnione tymi, którzy Go szukają i chodzą Jego drogami. Dzisiaj Bóg, przez Maryję, zaprasza każdego z nas na drogę do nieba.
6. Głębię tajemnicy Wniebowzięcia Maryi pomaga nam zrozumieć św. Paweł, gdy w Liście do Koryntian mówi, że: „Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy… W Chrystusie wszyscy będą ożywieni – ci, co należą do Chrystusa”. Czyż więc Maryja, która dała życie swemu Synowi Jezusowi, z której On wziął ludzkie ciało, nie będzie tą pierwszą z ludzi, która otrzymała pełny udział w chwale Bożej, w zmartwychwstaniu Jezusa.
7. Na Soborze Watykańskim II Kościół podjął refleksję nad istotą naszej pobożności maryjnej. Następnie papież Paweł VI w jednym z dokumentów określił, że powinna ona obejmować cztery elementy: cześć dla Maryi, miłość ku Niej, wzywanie Jej wstawiennictwa w modlitwie i naśladowanie. Dzisiejsza Ewangelia skłania nas, aby zatrzymać się na tym ostatnim i zapytać siebie: w czym ja, człowiek XXI wieku mam naśladować Maryję, prostą izraelską kobietę z Nazaretu?
8. Ewangelia dzisiejsza ukazuje nam Maryję jako człowieka modlitwy i uwielbienia Boga. W Zwiastowaniu Bóg objawia Jej swoje plany, Z pokorą i uwagą przyjęła słowa, którymi Bóg powołał Ją, aby stała się Matką Jego Syna. Gdy następnie staje na progu domu swojej krewnej Elżbiety, śpiewa hymn uwielbienia na cześć Boga, bo widzi, jak wielkie rzeczy czyni On w Jej życiu. To jest znak dla nas. Uczmy się, jak Maryja, dostrzegać w naszym życiu wielkie rzeczy, które czyni Bóg. Uwielbiajmy Go w codziennej modlitwie za życie, zdrowie, chleb na stole, miłość i dobroć, których doświadczamy ze strony swoich bliskich. W kontekście dzisiejszego dnia, 15 sierpnia, warto też dostrzegać, jak wielkie rzeczy Bóg czyni w dziejach naszego narodu. Oto w 1920 roku, w oparciu o wysiłek oręża naszych ojców i dziadów, dokonał „Cudu nad Wisłą”, zatrzymując marsz na Zachód bolszewickiej nawały i chroniąc Europę przed zniewoleniem.
Maryja jest także człowiekiem czynu. Dowiedziawszy się, że Jej kuzynka Elżbieta spodziewa się dziecka, spieszy idąc przez góry ponad 100 km z Nazaretu do Ain Karim, aby pomóc Elżbiecie. Modlitwa i czyn – uwielbienie Boga i pomoc człowiekowi. Starajmy się, na naszej drodze do nieba, właśnie w tym naśladować Maryję – spieszyć z miłością, z konkretną pomocą tym, którzy są w potrzebie.
9. Mamy wiele okazji, aby w tej parafii uczyć się takich postaw od Maryi. Już sam tytuł parafii pw. NMP Królowej Polski zobowiązuje, jakby narzuca nam maryjny rys wyznawanej i praktykowanej wiary.
Uczmy się zawierzać nasze sprawy Bogu i wielbić Go wraz z Maryją w codziennym Różańcu, odmawianym tu w kościele o godz. 17.45. W środowej Nowennie do Matki Bożej Nieustającej Pomocy mamy okazję, aby nasze bóle i strapienia wypisać na kartce i polecić je wstawienniczej modlitwie wspólnoty, która skieruje je do Boga przez ręce Maryi. Co miesiąc w różańcowych procesjach fatimskich, oplatamy modlitwą domy i rodziny naszej parafii, aby ta maryjną modlitwą poruszyć serca tych, którzy są daleko od Boga, albo dotrzeć do tych, którzy sami już nie maja sił. W nabożeństwach pierwszosobotnich ku czci Niepokalanego Serca Maryi prosimy o ducha pokuty i nawrócenia, błagając o odpuszczenie grzechów naszych i całego świata.
Cieszę się, że od roku grota lurdzka dla wielu osób stała się miejscem spotkań, zadumy, modlitwy i duchowego wytchnienia. Krzyż, który stanął za nią w tych dniach, jeszcze bardziej będzie nam przypominał, że Maryja nigdy nie zasłania nam Jezusa, ale do Niego prowadzi, jako naszego Pana i Zbawcy.
W jasnogórskim wizerunku umieszczonym w ołtarzu, Matka Najświętsza podaje nam na dłoni Jezusa, owoc swojego życia, swojej miłości. Niech tak dzieje się w naszym życiu. Niech Ona, często przez nas wzywana na modlitwie, daje nam Jezusa, a wówczas razem z Nią będziemy śpiewać, że „raduje się duch nasz w Bogu, naszym Zbawcy”.
Amen.
DROGA KRZYŻOWA
Wstęp:
Panie Jezu, im więcej wygody w moim życiu, tym trudniej znaleźć dla Ciebie czas. Pomóż mi odzyskać równowagę i odnaleźć się w Tobie. Wyjść z marazmu codzienności na ścieżkę prowadzącą ku drodze, na końcu której mnie oczekujesz.
Dzisiaj chcę pójść Twoim śladem, wtopić się w rozkrzyczane uliczki Jerozolimy i kamienistość zbocza prowadzącego na Wzgórze Czaszki. Chcę stanąć na miejscu Cyrenejczyka, być obok pocieszanych niewiast, zapłonąć wiarą jak Abenadar, setnik rzymski.
Dzisiaj chcę iść przy Tobie, doznawać Twojego bólu, podnosić się z własnych upadków. Może wreszcie zrozumiem głęboki sens krzyża, który niosłeś dla mnie. Na którym dokonało się i moje zbawienie.
Słabym jestem człowiekiem, ale pragnę kroczyć od pierwszej do ostatniej stacji Drogi Krzyżowej, by przemieniać siebie płynącą z Twoich ran - łaską. By skruszyć w sobie - kamień serca.
(Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami /
i Ty któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami ... )
Stacja I - Pan Jezus skazany na śmierć
(Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie)
Piłat zawyrokował i umył ręce. Żydowscy hierarchowie ściskają swoje dłonie, bo udało się to, co uknuli. Judasz przelicza srebrniki, które zaczynają parzyć palce, oczy i sumienie. Klamka zapadła. Odwrotu nie ma!
Jezus bez słowa przyjął wyrok i spojrzał na mnie. Spuściłem głowę. Dla rąk szukałem kieszeni ...
Patrzę na swoje umyte dłonie. Znam odpowiedź: "czyste ręce, nie są świadectwem czystego sumienia".
Ile razy w swoim życiu oskarżałem i wyrokowałem? Ile razy Pan Jezus oczekiwał ode mnie przeciwstawienia się złu? Jak długo będę jeszcze zdradzał, kradł, oszukiwał, ranił, zabijał - słowem i uczynkiem? Jak długo będę jeszcze powtarzał, że moje ręce są czyste?
(Któryś za nas cierpiał rany ... )
Stacja II - Jezus bierze Krzyż
(Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie)
Od chwili w Ogrójcu, do chwili krzyża, żołnierze rzymscy nie próżnowali. Byli wśród nich bardziej gorliwi, którzy z pełnym oddaniem zaprawiali się w sztuce ... biczowania.
Teraz ich splamione palce wskazują krzyż. - To drzewo wyrosło dla Ciebie, na miarę Twoich królewskich ramion! - wykrzykują i ponaglają do dźwigania, - szybciej, żwawiej, bo dzisiaj jeszcze chcemy się zabawić i użyć dnia!
Uginając się, mijasz mnie i tych, którzy kilka dni temu wołali - hosanna!
Słyszałeś Panie wtedy i mój głos. A teraz jestem ... milczeniem.
Dokąd idę? Jedno krytyczne a słuszne słowo w moim kierunku staje się policzkiem, rodzi złość wylewaną potokiem słów. Rzucam się na prawo i lewo, obrażam na cały świat. Jedno słowo - zaledwie krzyż Z dwóch wykałaczek, a ja przegrywam z jego ciężarem.
(Któryś za nas cierpiał rany ... )
Stacja III - Pan Jezus po raz pierwszy upada
(Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie)
Noc, poranek, połowa dnia. Jakże wiele godzin nękania. Ciężar
drzewa dławi oddech, jest ponad siły Skazańca. Kamienie moich grzechów nie ułatwiają Mu drogi. Pan Jezus omdlewa. Słabnąc potyka się o moje obojętne spojrzenie. Upada.
Ile we mnie zatwardziałości, nie wyznanych grzechów? Ty Jezu nie mogłeś odrzucić Krzyża, ja mogę skruszyć kamień serca. Tylko szczerość rachunku sumienia i ugięcie kolan, kratka konfesjonału i Ty - w kapłanie. W nauce z jego ust. Tak niewiele a tak bardzo dużo. I przyjdzie lekkość.
Panie Jezu, wzbudzaj we mnie jak najczęściej żal za grzechy.
(Któryś za nas cierpiał rany ... )
Stacja IV - Jezus spotyka Matkę
(Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie)
Zdawać by się mogło, że oprócz żołnierzy, oskarżycieli, szyderców, gapiów i mnie - przemądrzałego populisty, nie było nikogo więcej przy Jezusie idącym na Golgotę. Otóż nie! Za Jezusem podążała garstka bliskich, którym bezradność dławiła gardła. Szła za swoim Dzieckiem Jego Niepokalana, bolejąca Matka. I przyszła taka chwila, że objęli się miłością spojrzenia.
Jestem ojcem, matką, dzieckiem. Zostawiam rodzinę. Wyjeżdżam gdziekolwiek. Tam - gdzie zdawać się może - nie ma na co dzień krzyżowej drogi. Gdzie z pracy więcej dostatku, jednak, jakże często topionego w brudach swobody. Na obczyźnie, z dala od domu, tak łatwo zostać wyznawcą bożka ukrytego w pieniądzach. Tak łatwo zostać kolejnym pionkiem Szatana, szydzącym z Chrystusa i Kościoła?
Czy mam w sobie dość silnej woli, by oprzeć się pokusie łamania moralnych i etycznych zasad? Jakim jestem katolikiem w epoce wymazywania Chrystusa z historii mojej ojczyzny i Europy? Co mam do powiedzenia światu w epoce tolerancji a zarazem okrutnego prześladowania chrześcijan?
(Któryś za nas cierpiał rany ... )
Stacja V - Szymon Cyrenejczyk przymuszony do niesienia Krzyża
(Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie ... )
Żołnierze wymienili uwagi, spojrzeli na mnie, ale ja schowałem się za Szymonem z Cyreny, który przechodził właśnie w najmniej właściwym miejscu i czasie. Był zmęczony i pewnie głodny. Mało tego, był wściekły, że żołdacy krzyżują mu plany na resztę dnia.
Nie wiedział Szymon, jaką mu Pan Bóg na ten czas wyznaczył życiową rolę?
Jaką wielką obdarował łaską?
Każdy dzień ubieram we własne plany. Szukam wygody. Jeśli przyjdzie komuś pomóc, to tylko temu, któremu ... warto. Dzisiaj - nie ma nic za darmo i nie honor robić z siebie frajera! Kalkulacja od świtu po głębię nocy.
Panie Jezu, zatrzymaj mnie w drodze, w chwili, kiedy będę szczególnie się spieszył. Przymuś do pomocy bliźniemu. Z uśmiechem na twarzy, z głębią potrzeby. Naucz bezinteresownego spojrzenia na kogoś, kto widzi we mnie ratunek.
(Któryś za nas cierpiał rany ... )
Stacja VI - Święta Weronika ociera chustą twarz Jezusowi
(Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie ... )
Jerozolimski dzień żyje swoim rytmem. Nie wszystkich obchodzi tłum, nad który wyrasta ramię krzyża. Pod jego ciężarem idzie Mesjasz, kilka dni wcześniej owacyjnie witany, przed którym słano drogę palmami. Wśród żołdaków, gawiedzi i garstki zatroskanych jest Weronika. Niewiasta, dla której Skazaniec nie przestał być - Człowiekiem. Nie lękając się odtrącenia podbiega i ociera chustą znękaną twarz Jezusa. A ja patrzę ... i ciągle nie dowierzam.
Zastanawiam się, kiedy mi wreszcie starczy odwagi, by nie zapominać języka w ustach gdy trzeba bronić Chrystusowego Kościoła? Tak często opluwanego przez braci - noszących na piersi krzyż. Kiedy przestanę udawać ,głuchego i ślepego wobec tych, którzy językiem jak karabinem miotają bolesne kule słów, godząc w prawdę Ewangelii i głoszących ją kapłanów?
Odwagą Weroniki napełniaj mnie Panie.
(Któryś za nas cierpiał rany ... )
Stacja VII - Pan Jezus upada po raz drugi
(Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie ... )
Coraz odleglejszy staje się Wieczernik, Ogród oliwny, pałac Poncjusza Piłata. Z każdym krokiem bliżej Wzgórze Czaszki. Jezus oddala się i zarazem przybliża ...
Patrzę, jak ponaglany kopniakami potyka się o kolejny kamień mojego grzechu, ukrytego w bylejakości duchowego życia.
Wpajane od dziecka ugięcie kolan, znak krzyża, pacierz to dawno zapomniane praktyki. A przecież tylko nieustanny trening pozwala dochodzić do mistrzostwa i trzymać formę. Siła modlitwy oddala szatańskie podchody, uzdrawia relacje, wzmacnia wiarę, utrzymuje na wodzy język i uczy słuchania.
Panie, tak bardzo pragnąłem dorosłości i swobody. Kiedy przyszła, stałeś mi się zawalidrogą. Przestałem z Tobą rozmawiać, zgubiłem główny wątek, błądzę. Podaj mi rękę, bym wyplątał się z kłębowiska pustki. Otwórz moje oczy na katolickie programy i czasopisma, na Pismo Święte.
(Któryś za nas cierpiał rany ... )
Stacja VIII - Jezus pociesza płaczące niewiasty
(Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie ... )
Stoję w cieniu oliwnego drzewa a Jezus w prażącym słońcu. Pełen ulitowania pociesza zawodzące niewiasty i napomina, by strzegły domowych 'ognisk, by nie dopuszczały do wypalania modlitwy, która jest tlenem dla wiary. Oczy kobiet, policzki, dłonie w martwym morzu łez.
Co zrobiłem ja, dorosły człowiek, na chrześcijańskiej drodze życia mojego dziecka? Czy poza akcentem chrztu świętego i nietuzinkowym przyjęciem komunijnym, uczyniłem coś więcej? Czy dążyłem do wspólnej rodzinnej modlitwy i dopilnowałem uczestnictwa w każdej niedzielnej Mszy 'świętej? Ile razy pochwalałem niesakramentalne związki małżeńskie i sam namawiałem do rozwodu, nawet swoje dzieci?
Słyszę szloch niewiast i wiem, że nad sobąmi trzeba zapłakać. Nad pustką oliwnego kaganka, który we mnie dogasa.
Panie Jezu, wlej we mnie oliwę roztropności, by przygasający w mym wnętrzu knotek duchowego życia, znowu rozbłysnął. Bym nie przegapił Twojego nadejścia.
(Któryś za nas cierpiał rany ... )
Stacja IX - Pan Jezus upada po raz trzeci
(Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie ... )
Bezsilne ciało. Żadnego ulitowania dla Skazańca, nawet kropli wody, choć żołdacy popijają z kubłaków. Jest gorąco, moje plecy mokre od potu. Ciało Jezusa - w Naj słodszym Winie, które zastyga strużkami. Muchy i kurz lepią się do otwartych ran prowadzonego na rzeź Baranka. Także spojrzenia drwiącej i bezlitosnej gawiedzi. Chrystus mdleje i upada po raz trzeci. Rylce cierniowej korony rzeźbiące mękę, wbijają się głębiej i głębiej ...
... a ja, w koronie zadufania, nieustępliwie rzeźbię swoje ego. Stawiam się na cokole, urastam pomnikiem dla rodziny, dla podwładnych i przełożonych, dla znajomych i sąsiadów. Zawsze po mojej stronie racja. Wszystko wiem i potrafię najlepiej. Nawet jak przewrócę się o własną głupotę, nie trudno znaleźć winnego. Palcem wycelować obok, w człowieka.
Panie Jezu, wiem, kolejny raz potknąłeś się o moją wyniosłość, o mój grzech. Schodzę z cokołu. Odrzucam koronę. Czas mi wreszcie pojąć, że życie bez Ciebie jest udręką a nie wolnością. Życie bez Ciebie jest upadkiem człowieka.
(Któryś za nas cierpiał rany ... )
Stacja XI - Pan Jezus do krzyża przybijany
(Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie ... )
Gwoździe rozsypane. Dwóch łotrów idących jak Chrystus na skazanie, uwłacza żołnierzom i próbuje się wyrwać. Jezus oddaje siebie bez słowa.
Zaciskam zęby, gdy sznur zaciska się pętlą na belce i ramionach naszego 'Pana, na przegubach Jego rąk. Uniesiony wysoko młotek spada, uderzenia, jedno po drugim. Nad głową Bożego Syna tabliczka z napisem - Jezus Nazareński Król Żydowski.
Poczułem ostrze wszystkich gwoździ. Zobaczyłem swoje nad krzyżem uniesienie, które codziennie przybija Jezusa ...
... a On, nie rezygnuje ze mnie. Z mojego nawrócenia i opamiętania się.
Czeka cierpliwie na porzucenie uzależnień od pornografii i seksu, od alkoholu, papierosów, telewizji, gier liczbowych i politykowania. Czeka, kiedy wyplączę się z sieci wirtualnego świata? Kiedy oderwę się od horoskopów, magii i zabobonów?
(Któryś za nas cierpiał rany ... )
Stacja X - Pan Jezus obdarty z szat
(Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie ... )
Każda droga ma swój kres. Jezus na Golgocie. Mury i dachy Jerozolimy w oddali, jaśnieją wyostrzone słońcem. Przecieram czoło. Żołdacy zdzierają z Chrystusa szaty. Wyszarpując sobie Jego tunikę, strzępią języki. Zamykam oczy ...
Słyszę i widzę a jednak często udaję niemotę i ślepca. Odwracam głowę, ,bo nie chcę być świadkiem jakże częstego odzierania człowieka przez człowieka z godności, honoru, nadziei. Dla świętego spokoju toleruję niegodziwości, które bezpośrednio nie uderzają we mnie. Rzetelność i uczciwość to hasła na wczoraj, może na jutro. Dzisiaj zakładam ciemne okulary.
Co mówią jednak do mnie - moje oczy, gdy staję przed lustrem? Panie Jezu, obudź we mnie świadomość, że tolerowanie zła, jest odzieraniem siebie samego z łaski zbawienia.
(Któryś za nas cierpiał rany ... )
Stacja XII - Śmierć Pana Jezusa
(Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie ... )
Na Wzgórzu Czaszki wyrosły trzy krzyże. Pomiędzy łotrem ciemnej nocy a łotrem o cieniu wiary - Słońce Słoneczności - Syn Boży, który z wysokości oddaje swojej Matce za syna, naj młodszego z uczniów - Jana, a jednemu z łotrów obiecuje raj. Nasączona octem gąbka podana na ostrzu włóczni przez 'setnika Abenadara, zwilża Jego usta. Po chwili Jezus wypowiada ostatnie słowa i umiera.
(Klękamy, modlimy się): Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu ...
Chrystus skonał, od mojego nieustannego narzekania. Od mojego chowania się przed Nim w cieniu ważniejszych spraw. Od mojego niedowierzania. Skonał, bo gdy trzeba było mówić - milczałem. Umarł, codziennie umiera z pragnienia mojej modlitwy. Zanim wyzionął ducha ¬powiedział: „i Ty, możesz być ze mną w raju”.
(Któryś za nas cierpiał rany ... )
Stacja XIII - Pan Jezus zdjęty z krzyża
(Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie ... )
Golgota pustoszeje. Odeszła większość żołnierzy. Przeciwnicy Jezusa wrócili na uliczki Jerozolimy. Głoszą frazesy i szydzą z Ukrzyżowanego.
Nie poszedłem za nimi. Zostałem z uczniami, z garstką przyjaciół i Maryją Matką•
Został też dziesiętnik rzymski Kassius - Longinus, którego śmierć Jezusa „zmieniła zupełnie, uzdrowiła oczy ciała i otworzyła oczy duszy”, a przy nim jego żołnierze. „Skruszeni cudem jaki się stał na ich dowódcy” - wyznali Jezusa.
Teraz Kassius pomaga zdjąć Chrystusa z krzyża. Matka Jezusa z największą czułością tuli do piersi bezwładne ciało Syna.
Gdzie jest moja matka? Gdzie jest mój ojciec? Kiedy ostatni raz odwiedziłem rodziców? Zatroszczyłem się o nich? Kiedy ostatni raz pozwoliłem ,matce przytulić swoją głowę? Kiedy pomodliłem się za ich dusze?
- Przepraszam cię mamo, nie umarłem jeszcze dla ciebie, żyję, podnoszę się z upadku. Ty nauczyłaś mnie pacierza, tylko później, tak jakoś z Bogiem nie było mi po drodze ...
- Moje dziecko, przebaczę ci wszystko. Tylko przyjdź, przynieś mi swoje spojrzenie. Pobłogosławię ...
Panie Jezu, Ty wiesz, że i matki za zgodą ojców krzyżują swoje bezbronne dzieci, w kołysce łona.
(Któryś za nas cierpiał rany ... )
Stacja XIV - Złożenie ciała Pana Jezusa w grobie
(Kłaniamy się Tobie, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Ciebie ... )
Józef, jeden z przyjaciół Jezusa ofiarował Mu wykuty dla siebie w skale grób. Ciało owinięte w całun złożone zostaje na kamiennej półce. Jest tam Matka Jezusa i Magdalena, są pozostałe Marie. Jest Jan, Nikodem i Abenadar¬setnik rzymski. Jestem i ja, przy ostatniej stacji tej Drogi Krzyżowej. Jeszcze tylko przesunąć kamień, zabezpieczyć wejście do Grobu Pana ...
- Stoję przed Twoim Grobem Panie Jezu. Ten zasunięty kamień, to moje serce. Zimne i twarde. Niedostępne. Szedłem - co prawda przed chwil~ Twoimi śladami, wszystko widziałem, nawet Ci współczuję, ale teraz, ale teraz ... umówiony jestem, spieszę się.
A może zakończenie tej drogi, którą z Tobą przebyłem winno mieć taki finał?
- Stoję przed Twoim Grobem Panie, ze skruszonym sercem. Już mi nie spieszno do domu a do konfesjonału bliżej. Podążałem Twoimi śladami i wiem, że choć Twoje ciało zostało złożone do grobu, to jednak Zmartwychwstaniesz!
Ode mnie zależy wybór właściwej ścieżki wiodącej do drogi, na końcu której mnie oczekujesz. Dałeś mi przecież - wolną wolę.
(Któryś za nas cierpiał rany ... )
Zakończenie:
Wszechmogący Boże, Ty na kalwaryjskiej drodze, którą cierpieniem znaczył Twój Syn umiłowany, i którą ja podążałem, postawiłeś Szymona z Cyreny. Zastanawiam się, ile razy w moim życiu wybierałeś i mnie do tej zaszczytnej roli? Ile razy odmówiłem? Ile razy zmarnowałem okazję, by pomóc Jezusowi ukrytemu w drugim człowieku? Ile razy utyskiwałem, że jestem cierpieniem, że sam muszę nieść swój krzyż? A przecież Twój Syn zawsze był przy mnie i jest mi nieustanną podporą.
Dziękuję Ci Jezu, za Twoje pochylenie nade mną. Za niekończące się Miłosierdzie. Amen.
W intencjach Ojca świętego: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu ...
Wisi na krzyżu Pan, Stwórca nieba. Płakać za grzechy, człowiecze, potrzeba.
Ach, ach, na krzyżu umiera, Jezus oczy Swe zawiera!
Najświętsze członki i wszystko ciało Okrutnie zbite na krzyżu wisiało.
Ach, ach, dla ciebie człowiecze, Z boku Krew Jezusa ciecze!
Opracował: Roman Habdas
